fbpx

Pamiętam jak prawie 20 lat temu byłem na wyjazdowym warsztacie jogicznym i akurat w pierwszy dzień prowadzący podjął intensywną pracę z biodrami – dla mnie wówczas bardzo trudną, jak i dla wielu mężczyzn (jest to oczywiście błąd metodyczny, zaczynać od trudnej pracy, ale nie o tym ta historia)… Wieczorem po praktyce, koleżanka 10x bardziej elastyczna ode mnie mówi: O rany, ale wszystko mnie boli… Ja, zapalczywy wówczas młodzian, niespecjalnie się zastanawiając na to odpowiedziałem: Gwarantuję Cię, że mnie boli bardziej… Na co ona, patrząc mi w oczy: Ha, czyli myślisz, że Twoje cierpienie jest wyjątkowe?! 😉

Bardzo mi te słowa utkwiły i zostały, choć ani nie pamiętam dokładnie warsztatu, ani nie jestem na 100% kto te słowa wypowiedział… Jakże często wydaje nam się, że nasze cierpienie jest wyjątkowe… Wszyscy czujemy się aktualnie niepewnie, ale np. wczoraj rozmawiałem z kolegą, Bośniakiem, mieszkającym w Chorwacji, który opowiadał mi o swoich latach młodzieńczych, które przypadły na wojnę w Jugosławi. Mam innego znajomego, który jest syryjskim uchodźcą w jednym z krajów unijnych. Udało się, był profesorem na Uniwersytecie, miał sporo znajomości, więc miał stosunkowo lepiej niż tysiące jego rodaków, w Europie też pracuje jako profesor uniwersytecki, a i tak zmienia temat jak ktoś zahacza o jego narodowość… Moi nauczyciele medytacji przeżyli II wojnę światową, jeden z nich stracił dwóch synów… Przykłady można mnożyć…

Antidotum na skupianie się na „wyjątkowości” własnego cierpienia jest dla mistyka przede wszystkim współczucie i służba innym. Co mogę zrobić dla moich bliskich? W jaki sposób ich wesprzeć w tym trudnym czasie?

Oczywiście niech to się nie stanie pretekstem do ucieczki od własnych przeżyć. Warto przy tym przypomnieć XI poradę Bahauddina Nakszbandha: Jeśli zbyt wiele uwagi poświęcasz innym, zbyt mało poświęcisz jej działaniu. Jeżeli zbyt wiele skupiasz się na sobie, braknie właściwego skupienia na innych. Jeśli za bardzo siedzisz w księgach, braknie właściwego rozeznania w innych kwestiach. Używaj jednych rzeczy jako czegoś, co koryguje inne. Owa idea korekty czymś równoważacym, bardzo mocno akcentowana przez Bahauddina, a z bardziej współczesnych przez Idriesa Shaha, jest często odpowiedzią na to, co robić (i jak żyć) 😉 w danym momencie. Pod jednym warunkiem: że pamiętamy o tym, że zanim cokolwiek zrobimy, musimy do siebie dopuścić nasze przeżycia bez wypierania, odcinania się, oceniania, nazywania, identyfikowania się. A dopiero później ewentualna korekta.

Share This