Jakiś czas temu, jeszcze przed akcją #metoo, zaczęły obiegać świat jogiczny informacje, często potwierdzone wyrokami sądowymi, o nadużyciach różnych jogicznych, medytacyjnych i rozwojowych pseudo-guru. Nie były to niestety odosobnione przypadki, a na dodatek problem dotyczył osób z – że tak powiem – “pierwszych stron jogicznych gazet”. Swami Rama, Satyananda, Satya Sai Baba, Pattabhi Jois, Manuso Manos, Osho, Bikram Choudhury, John Friend, Kausthub Desikachar, by wymienić tylko niektórych… O nadużyciach, nie tylko seksualnych, pisze Piotr Marcinów w tym tekście na Joga ABC. Mocnym uzupełnieniem stosunkowo łagodnego w wymowie artykuł Piotra, jest artykuł opisujący dogłębne śledztwo dziennikarskie na podobny temat przeprowadzone przez Matthew Remskiego, który można znaleźć na tej stronie. Ci z Was, którzy interesują się buddyzmem, na pewno słyszeli o serii ujawnionych ostatnimi czasy nadużyć seksualnych w środowisku buddyzmu tybetańskiego.

W swojej naiwności wierzyłem, że problem nie dotyczy jakoś mocno polskiego podwórka, ale – jak nakazuje mi zawsze moja dociekliwość – zacząłem rozmawiać na ten temat, słuchać relacji różnych osób. I niestety… Choć głośno się o tym nie mówi, problem jak najbardziej dotyczy również naszego lokalnego środowiska!

To, co budzi mój zawód oprócz samego zjawiska, to reakcja środowisk. Nie budzi w nich oburzenia (a może budzi nic nie warte w tym względzie “ciche oburzenie”) fakt nadużyć przez niektóre osoby przez wiele lat, za to niektórzy oburzają się na osoby ujawniające pewne patologiczne sytuacje. Wystarczy spojrzeć na komentarze do wyżej podlinkowanego artykułu Piotra i co przeczytamy w pierwszych 2 komentarzach? Żeby autor “nie kalał własnego gniazda” i “nie podcinał gałęzi, na której siedzi”. No słabe, żenujące… Budzi to mój głęboki smutek i swego rodzaju bezradność. Bo co można zrobić? Mam poczucie, że żenujące byłoby zwracanie się do innych nauczycieli z informacją, że nie można molestować uczniów i uczennic, ani w inny sposób nadużywać ich ciał (wiele osób relacjonuje korekty nauczycieli np. przez uderzenie w plecy, zmuszanie do przekraczania granicy bólu albo nieetyczne prowokacje instruktorów medytacji lub “rozwojowców”). Zawsze wydawało mi się, że jest to oczywiste! Czy naprawdę nie jest? Ponadto zawsze wydawało mi się, że środowiska zamiast chronić osobę postępującą niewłaściwie, powinno dążyć do oczyszczenia swoich szeregów z osób szkodzącym uczniom i przynoszącym ujmę tradycji jogi i medytacji. Nie wyobrażam sobie, żeby współpracować z osobą, co do której mam wieloletnie potwierdzone przez wiele osób informacje o powtarzających się nadużyciach. Milcząc współuczestniczyłbym w tym procesie… A co dopiero regularnie poklepując się z tą osobą po plecach…

Ku jodze i medytacji fair trade*

Wierzę oczywiście, że większość nauczycieli jogi i medytacji, jest pełna współczucia i z tego poziomu działa. Na szczęście! Jednak widząc, że niektóre środowiska nie dążą do samooczyszczenia się etycznego, chciałbym wystosować odezwę do osób przychodzących na zajęcia do szkół jogi czy grup medytacji, Chciałbym w ten sposób potwierdzić to, co być może intuicyjnie czujecie, ale co do czego w toku bardziej lub mniej subtelnej manipulacji straciliście pewność.

1. Nauczyciel nie ma prawa molestować uczennicy czy ucznia w żaden sposób, który przez ucznia/uczennicę jest odbierany jako molestowanie.
2. Nauczyciel nie ma prawda uderzać ucznia ani zmuszać go do wykonania czegoś, co sprawia mu dyskomfort. Cokolwiek by kto nie mówił, nie jest to częścią tradycji jogi (nawet jeśli robiły tak osoby uważane przez wielu za ważnych nauczycieli).
3. Nauczyciel nie ma prawa ośmieszać ani zawstydzać ucznia ani stosować innej przemocy psychicznej. Nie ma prawa przekraczać żadnych granic (fizycznych czy psychicznych), które wyznacza uczeń. Nie ma prawa komentować czyiś postępów lub ich braku na forum grupy. Nie wolno mu również publicznie odnosić się do powierzonych w zaufaniu osobistych informacji.
4. Nauczyciel nie ma prawa wykorzystywać swojego statusu wynikającego z pełnionej roli dla celów towarzyskich, finansowych, seksualnych ani żadnych innych.
5. To nauczyciel powinien służyć uczniowi, a nie odwrotnie. Nauczać z perspektywy współczucia, a nie korzyści do uzyskania (co nie wyklucza uczciwego rozliczenia za nauczanie – wbrew temu, co mówią niektórzy, za nauczanie zawsze się płaciło, tylko czasem własną pracą, a nie pieniędzmi).
6. Nauczyciel ma obowiązek i odpowiedzialność, by mieć wiedzę o przedmiocie swojego nauczania, a nie powtarzać jakieś słabej jakości “słowne memy” o jodze czy dokonywać “domorosłej psychoanalizy”.

Jeśli “nauczyciel” łamie któryś z powyższych punktów to uciekaj czym prędzej i jak najdalej. Nie przekreślaj przez jedną patologiczną postać jogi czy medytacji, jest wielu uczciwych, pełnych współczucia nauczycielek i nauczycieli. I tym nauczycielom dziękuję za Waszą spójność i życzliwość!

Joga, medytacja czy mistycyzm tradycyjnie są równoznaczne drodze do wolności osobistej i duchowej. Droga do wolności wiedzie przez kultywowanie wolności, nie przez zniewolenie!

* Określenie “fair trade joga” jest autorstwa Anny Kapusty, za której pozwoleniem je tutaj przytaczam i która też była jedną z osób dopingujących mnie do napisania tego tekstu!

Zapisz się na newsletter

Pozostań w kontakcie ze mną i zapisz się na mój newsletter, którym wysyłam użyteczne materiały o głębi tradycyjnej jogi i medytacji oraz informacje o moich aktualnych inicjatywach. Po zapisaniu się i potwierdzeniu zapisu otrzymasz też dostęp do bazy z materiałami, m.in. moją pierwszą książką "Terapia jogą" w pliku pdf czy ebookiem Hazrata Inayata Khana pt. "Życie wewnętrzne".

 

Maile, które podajecie są wykorzystywane jedynie do wysyłki tego newslettera. Pełną politykę prywatności możesz przeczytać tutaj.

You have Successfully Subscribed!

Share This