Medytacyjne ćwiczenie w podejmowaniu decyzji

Problem (nie)podejmowania decyzji jest jedną z bardziej blokujących kwestii na ścieżce rozwojowej. Gdy pojawiający się lęk czy opór są dokarmiane brakiem działania, potrafią doprowadzić nawet do paraliżu decyzyjnego przy prostych czynnościach takich jak wybór jogurtu w sklepie. Oczywiście jest to dosyć złożona sprawa, której nie wystarczy sprowadzić do triku czy techniki, jednak pewne praktyki mogą nam pomóc ruszyć do przodu. Poniżej przedstawiam proste ćwiczenie medytacyjne, w którym podejmujemy decyzję i ją sobie wyobrażamy. Technikę tę znam z przekazu niedawno zmarłego Reshada Fielda.

Przed położeniem się do spania, a po oczyszczeniu umysłu praktyką relaksu, prostej pranajamy lub medytacji, przywołaj w myślach coś, co masz do zrobienia w domu i co nie zajmuje zbyt wiele czasu, maksimum 5-10 minut. Może to być np. powieszenie zdjęcia na ścianie, z którym zwlekasz już kilka dni, wyczyszczenie lub wypastowanie butów czy opróżnienie zmywarki, na które dziś już nie miałeś sił itp. Niech to będzie prosta czynność, którą jesteś w stanie wykonać w niedługim czasie i z użyciem dostępnych w domu środków. Podejmij decyzję, że wykonasz tę czynność niedługo po wstaniu rano. Jest to najzwyklejsza codzienna aktywność, więc nie będzie to nic specjalnie niezwykłego, ale przez podjęcie decyzji i dokładne jej zwizualizowanie, wprowadzimy więcej uważności, w samą decyzję, w proces jej wykonania i w nasze życie w ogóle.

Gdy zdecydujesz jaką czynność podejmiesz kolejnego dnia rano, jak najdokładniej wyobraź ją sobie, zwizualizuj jak krok po kroku będziesz przystępować do wykonania tej czynności i ją wykonywać. Jeśli np. zdecydujesz się powiesić przygotowaną już kilka dni temu ramkę ze zdjęciem to wyobraź sobie gdzie trzymasz zdjęcie, gdzie jest młotek i gwoździe, zobacz siebie jak idziesz po zdjęcie, wyciągasz je z szuflady, kierujesz się po narzędzia i gwoździe, a następnie wyciągasz je, po czym wędrujesz do pokoju i stajesz przed ścianą, wybierając miejsce do powieszenia zdjęcia. Następnie wyobraź sobie jak przykładasz gwóźdź do ściany i stopniowo go wbijasz, po czym zawieszasz obrazek. Na końcu wyobraź sobie powrót do szafy z narzędziami, gdzie je odłożysz…

Jeśli w trakcie wyobrażenia pojawia się opór, wymówki czy jakieś myśli lub emocje związane z podjętą decyzją, pozwól sobie je przeżyć, ale nie ulegaj im, po prostu kontynuuj wyobrażenie i trwaj w swojej decyzji. Doprowadź do tego, że poczujesz pewność, iż wykonasz tę czynność następnego dnia. Po zakończeniu wizualizacji, pozostań chwilę w stanie relaksu, zanim położysz się spać.

Następnego dnia rano Twoim zadaniem jest wiernie zrealizować swoje wyobrażenie. Zacznij od powtórnego utwierdzenia się w podjętej decyzji, po czym wykonaj czynność krok po kroku dokładnie w ten sam sposób jak ją sobie wyobraziłaś/wyobraziłeś. Każda cząstkowa czynność powinna stać się tutaj praktyką uważności, w której ciało realizuje to, co zaczęło się dzień wcześniej w umyśle. Gdy zrealizujesz dokładnie swoje wyobrażenie, podziękuj sobie za to, co zrobiłaś/zrobiłeś lub w inny sposób zamknij to ćwiczenie i przejdź do dalszych aktywności.

Gdy wyćwiczysz się w ten sposób w prostych codziennych decyzjach, możesz ten sam schemat zastosować do tych trudniejszych, jednak nie zaczynaj od nich pracy z tą praktyką. Powodzenia!

Newsletter

Jeśli chcesz pozostawać w kontakcie ze mną i otrzymać bezpłatnie moją pierwszą książkę „Terapia jogą” w pliku pdf oraz ciekawy materiał o uważności, zapisz się na mój newsletter, klikając poniższy przycisk.

7 komentarzy to “Medytacyjne ćwiczenie w podejmowaniu decyzji”

Read below or add a comment...

  1. Luk says:

    W gruncie rzeczy jest to zwykła wizualizacja, programowanie podświadomości,na co wskazuje wykonywanie tego przed snem.Jak w potędze podświadomości Murphiego.No może małą różnicą, jest wskazanie na uważność.

  2. Oczywiście narzędzia nie są jakieś wyjątkowe, natomiast dobrze zastosowane w konkretnym problematycznym dla wielu osób przypadku. Jak sądzę to Murphy raczej korzystał z dziedzictwa medytacyjnego niż ono z niego, więc nie dziwię się, że podobieństwa się pojawiają. Poza tym, że na ścieżce medytacyjnej nie mówi się o nieświadomości (ani tym bardziej podświadomości, która jest pojęciem zupełnie potocznym), ponieważ jogin/mistyk może sobie wszystko uświadomić.
    Jeśli chodzi o wykonanie wieczorne to Reshad Feild, które nauczał te techniki oddzielał stan świadomości nocny i dzienny, i dla niego to było wniesienie nocnego stanu świadomości do dziennego.

  3. Franciszek says:

    Hm, a jakbyś tak napisał tekst o podejmowaniu ważnych decyzji życiowych, np. wybór kierunku studiów, albo pracy… jak odnaleźć w sobie klarowną wizję tego czego się chce? Mam z tym problem, wygląda to tak jakby różne aspekty osobowości toczyły ze nieustanną walkę, co jest paraliżujące, w efekcie stoję w miejscu, a jednocześnie czuję wewnętrzną ( inie tylko) presję by obrać jakiś kierunek i go wytrwale realizować- tylko nie wiem jaki to miałby być kierunek.
    Myślę, o tym by zbadać motywacje stojące za każdym z możliwych rozwiązań i wybrać te, które najmniej będzie podyktowane chęcią zachowania ego; a może medytacyjnie wejść w stan, gdy to ego przestanie być tak natarczywie ważne, tylko, że gdy będąc w tym stanie zacznie się poszukiwać odpowiedzi na pytanie co robić ze „swoim” życiem, to ego znowu nabierze mocy… Ostatecznie wszystko sprowadza się chyba do innego pytania- jak doprowadzić do harmonii na poziomie materialnym, tak by móc żyć…. na luzie? Hm, a może to pragnienie życia na luzie to iluzoryczny cel? Może, to tylko jeszcze jedno więzienie jakie człowiek może sobie zbudować?
    Czym ostatecznie jest wolność i dlaczego tak trudno się na nią zdecydować? Widzisz, w moim życiu wygląda to tak- mam metafizyczne rozkminki, a nie ogarniam materii, i mam niechęć do tej materii, ponieważ, postrzegam, że rządzi się prawami, które są nie do przeskoczenia, nie do ominięcia i są jednocześnie sprzeczne z potrzebami ducha… co jest tylko wymówką, by nie ogarniać materii i stanąć po stronie ducha… a może to ucieczka od pewnego aspektu naszej egzystencji- sztywności świata zasad obowiązków, ale też i naturalnych ograniczeń….
    Mam problem z wyborem kierunku studiów, ale też z pytaniem czy w ogóle studiować, gdyż postrzegam, pójście na studia jako nałożenie sobie samemu kajdan, które wcale nie są potrzebne,
    bo na głębszym poziomie wszystko jest możliwe, tylko, że nieustannie tracę kontakt z tym głębszym poziomem… A może egzystuję na poziomie, na którym istnieją ograniczenia i tylko długotrwała cierpliwa praktyka może doprowadzić do wyzwolenia? I w takim wypadku zdobycie formalnego wykształcenia i stosowanie zdobytej wiedzy dla dobra wszystkich istot jest dobrą i rozsądną drogą… tylko tutaj pojawia się lęk, że wchodząc na tego typu ścieżkę, będąc na niej wytrwałym i tak dalej i tak omijam sedno egzystencji, gdyż w tym wszystkim cały czas pozostaję sobą- bo za tym też się kryje chęć zachowania swojego życia…. A może po prostu na poziomie materii powinienem działać wedle praw materii, nie przywiązując się do tego… tylko właśnie na poziomie materii pojawia się ten przeklęty wybór” co robić” i związane z nim zastanowienia i utonięcie w myślach…

  4. Poruszasz tu wiele wątków i trudno zapewne mi będzie wszystkie uchwycić, postaram się odpowiedzieć na najważniejsze w moim mniemaniu.
    Rzeczywiście wybór kierunku studiów lub w ogóle kwestii czy studiować czy nie jest czymś, co jest trudne dla wielu osób, szczególnie, jeśli podejdzie się do tego świadomie. Ja wybierałem studia w wieku 19 lat i wówczas moje pojęcie o tym co chcę i co będę w życiu robił było znikome (choć akurat jestem zadowolony z mojego ówczesnego wyboru), natomiast pewne ciśnienie na edukowanie się w domu sprawiało, że w ogóle nie wpadło mi do głowy, by się zastanawiać czy studiować czy nie.
    Nie ma jednej metody na to, by dobrze wybrać studia czy pracę, tym bardziej, że nasza rozwojowa droga okupiona jest czymś, co później określamy błędami, a co z perspektywy sufickiej byśmy określili jako doświadczenia edukacyjne, które musieliśmy przejść 😉 Trudno mi powiedzieć w jakim punkcie jesteś, natomiast generalnie taką ogólną zasadą jest to, żeby poznawać co jest dla nas ważne, co jest dla nas istotnymi wartościami i poszukiwać spójności z nimi + nauczyć się być spójnym z odczuciami na poziomie ciała, które mówi nam „tak” lub „nie” za pomocą różnych przeżyć wielokrotnie (jest to dosyć obszerny wątek, tu na blogu naprowadzałem na niego w tym wpisie http://maciejwielobob.pl/2016/05/dyskomfort/ a w mojej ostatniej książce „Uważność w praktyce”: http://sensus.pl/view/6217Q/uwapra.htm przedstawiam szerszą procedurę pracy z takimi odczuciami w rozdziale o świadomości ciała). Przy czym o ile tę drugą rzecz można wypracować, o tyle kwestia wartości, szczególnie wartości abstrakcyjnych wykształca się w nas też na skutek kontaktu z różnymi doświadczeniami. Więc jeśli masz np. 19 lat to może być tak, że nagle za 10 lat na skutek pewnych doświadczeń zrozumiesz, że co innego dla Ciebie jest najważniejsze niż było teraz. Jak masz lat 29, 39 albo 68 to może się oczywiście zdarzyć to samo.
    Czy studia są nałożeniem sobie kajdan? To wszystko zależy. Jeśli studia są podjęciem odpowiedzialności za kształtowanie swojej sfery intelektualnej i potrzebne są nam do różnych zadań życiowych to nie, są czymś bardzo pożądanym. Ale jeśli są ucieczką przed odpowiedzialnością to jak najbardziej są kajdami. Więc warto zadać sobie przy tej okazji to pytanie, które można w uproszczeniu sformułować: czy studia pozwalają mi podjąć pewne wyzwanie, podjąć odpowiedzialność, dokonać pewnego kroku do przodu czy też są ucieczką. Tak samo oczywiście nie podjęcie studiów może być ucieczką. Często współcześnie ascetyzm, wyłamywanie się z reguł społecznych jest ucieczką, nie zawsze oczywiście. Dlatego sufi mówią: poznaj swoje motywy, a następnie motywy swoich motywów. Oczywiście nie chodzi tu o rozkmnianie całymi dniami, a kwestię zrozumienia tego. Mam wrażenie, że wciąga Cię pewien dualizm sankhji i jogi klasycznej, albo ascetyczne wątki ścieżek monastycznych, a ja bym bardziej we współczesnych czasach kierował się suficką ideą poszukiwania harmonii w życiu wewnętrznym, zewnętrznym i pomiędzy nimi. Wszakże spotykamy się z pewnymi doświadczeniami naszego życia nie przez przypadek, a najlepszym wyposażeniem na ścieżkę mistyczną jest wywiązanie się ze swoich zobowiązań. Także ja nie traktowałbym tego w kategoriach „przeklętego wyboru” 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

  5. Kasia says:

    Bardzo ciekawa konwersacja. Macku dzieki za podzielenie sie szeroka wiedza i tak szerokim umyslem.
    Kazdy wybor ma swoja przyczyne uwarunkowana danym momentem. Praktyka mindulness oraz medytacja pomogla mi uniknac czestego konfliktu na poziomie serce-rozum, wspomne ze ciagle sie ucze a czasem wrecz czuje ze wracam do punktu wyjscia…Pomino iz nie zawsze udaje mi sie dotrzec do swoich motywow, lub wspomnianych przez Ciebie motywow swoich motywow, czasem trzeba w najzwyklejszy sposob zaufac swojej intuicji. Wybor dokonany przez nas w przeszlosci mogl byc korzystny w danym momencie i przynoszacy szczescie, lecz czesto zmieniamy sciezke i takie wlasnie jest zycie. Doswiadczanie zycia takim jakie jest w danym momencie oraz akceptacja przeszlosci oraz nie zadreczanie sie przyszloscia pozwala na szczesliwe zycie w pelni. Pozdrawiam serdecznie

  6. Aga says:

    Witam Panie Macieju. Czy sa cwiczenia ukieunkowane na przeciwdzialanie migrenie? Lub na bil glowy gdy juz zaatakuje?

  7. Jeżeli chodzi o sprawy bólowe to swego czasu pomogło paru osobom, z którymi pracowałem ćwiczenie określane jako ogniskowanie („focusing”). Opisuję je w mojej ostatniej książce „Uważność w praktyce”: http://sensus.pl/view/6217Q/uwapra.htm na stronach 55-60. Jeśli nie miałaby Pani możliwości zajrzenia do mojej książki, proszę mi wysłać mail to podeślę jakiś materiał o tej praktyce. Oczywiście sama sprawa migren wymaga na pewno szerszego podejścia, warto by się przyjrzeć jej też od strony zdrowotnej, natomiast wspomniane ćwiczenie może nas na to także uwrażliwić, jak również pomóc wychwycić zbliżający się atak zanim będzie odczuwalny.

Skomentuj ...

*