Krótka refleksja o medytacji w szkole…

W grudniu wybieram się znów odwiedzić mojego Nauczyciela i wspominałem dziś nasze poprzednie spotkanie. Oprócz rozmaitych spraw związanych z moją praktyką i nauczaniem, zajął nas też inny, niezmiernie ważny, temat, a mianowicie edukacja dzieci w kontekście nauczania tradycji duchowych, w tym kwestia medytacji czy jogi w szkołach. O kilku najważniejszych implikacjach medytacyjnego nauczania w wychowaniu pisałem już kiedyś na tym blogu (a konkretnie tutaj), ale pozwolę sobie wrócić do tematu, tym razem od nieco innej strony.

medytacja dla dzieci, medytacja w szkole

Mój syn ze swoim indonezyjskim kolegą w ośrodku sufich w Katwijk aan Zee w Holandii w 2014

Coraz więcej osób wspomina, że warto wprowadzić do szkół medytację. Ja sam uważam, że medytacja, szczególnie podana w szerszym kontekście, jest bardzo przydatna dzieciom i młodzieży, jako doskonałe wyposażenie na dalszą drogę. Wszak umiejętność koncentracji, uważności czy relaksu jest nam niezbędna do satysfakcjonującego życia. A gdy medytacji towarzyszy szersze spektrum praktyk to młody człowiek dostaje jeszcze możliwość pracy nad świadomością ciała, a przede wszystkim nad kształtowaniem i rozumieniem swojego systemu wartości oraz działaniem w sposób spójny z nim. Uczy się także spoglądać na sprawy z różnych punktów widzenia. Korzyści z medytacji i wspierających ją praktyk (które opisuję np. tutaj) są niezaprzeczalne!

A jednak mam pewną wątpliwość co do wdrażania medytacji we współczesnej szkole. Wątpliwość jako rodzic, jako nauczyciel medytacji, a także jako były nauczyciel w szkole (byłem nauczycielem i wychowawcą w gimnazjum) i badacz edukacji z ramienia uczelni pedagogicznej (może nie wiecie, ale swego czasu o mały włos nie zostałem doktorem pedagogiki). Zastanawia mnie czy wprowadzanie medytacji do szkół nie jest przyklejaniem plasterka na głęboką ranę. Czy przy różnych zastrzeżeniach, które mam do aktualnego kształtu edukacji, który nie jest przyjazny ani dla uczniów ani dla nauczycieli, wprowadzenie zajęć z medytacji nie będzie tylko czymś, co umożliwi zabicie chwilowych wyrzutów sumienia? Czy może trzeba najpierw zmienić tę edukację całkowicie, zaorać i postawić na nowych fundamentach, a potem wprowadzać tego typu nauczanie? A może moje wątpliwości są nieuzasadnione, bo może to właśnie wprowadzenie medytacji będzie początkiem oddolnej, odśrodkowej zmiany? Jak sądzicie?

Newsletter

Jeśli chcesz pozostawać w kontakcie ze mną i otrzymać bezpłatnie moją pierwszą książkę „Terapia jogą” w pliku pdf oraz ciekawy materiał o uważności, zapisz się na mój newsletter, klikając poniższy przycisk.

3 komentarze to “Krótka refleksja o medytacji w szkole…”

Read below or add a comment...

  1. Tomek says:

    Polecam przeczytać. (o pozytywnym wpływie medytacji w jednej z „trudniejszych” szkół w San Francisco). Chociaż rozumiem, że zapewne amerykański system edukacji jest inny (mniej skostniały niż nasz)
    http://www.theguardian.com/teacher-network/2015/nov/24/san-franciscos-toughest-schools-transformed-meditation

  2. _-P-_ says:

    Gdyby tylko część uczniów postanowiła, by medytacja pozostała z nimi na resztę życia, to byłoby dobrze. 🙂
    Kto wie może z czasem takich osób byłoby więcej i w dorosłym życiu trafili też do świata polityki i odrobinę go zmienili. 😉

  3. Mr Prasiatko says:

    Mnie się zdarza uczyć asan lub medytacji/koncentracji/uważności w ramach kółka po szkole albo czasem w ramach lekcji innych nauczycieli. Mam głównie do czynienia z dziećmi (12-16 lat), które się z tym nie zetkną w domu, mają raczej słabą zdolność skupienia uwagi, nadrabiają brak zdolności akademickich agresywnym/głośnym/niepokornym zachowaniem. Niektóre z nich się skupią na chwilę (na wydłużaniu lub liczeniu oddechów, na płomieniu świecy) i to jest już dla nas duży sukces. Zajęcia są nieregularne, ale mam nadzieję, że z czasem ich częstotliwość się zwiększy. Myślę, że można się nie doczekać na odpowiedni system i spokojnie można wprowadzać takie zajęcia, jeśli jest sprzyjający klimat, nawet w niewielkich dawkach. Zaszkodzić, nie zaszkodzi, ale może kogoś zainspiruje do dalszych poszukiwań, albo wyposaży w narzędzia do uspokojenia się i wyciszenia. Jak się pojawią wymierne sukcesy (np spadek negatywnych uwag w ciągu roku), to można próbować lobbować za zwiększeniem częstotliwości zajęć u dyrekcji może?Jeśli masz swój przedmiot, to musisz przerobić minimum programowe, więc może być mało czasu na takie zabawy, ale 5 – 10 minut na początku lekcji, podczas sprawdzania obecności mogłoby się pewnie znaleźć. A jak chciałbys to wprowadzać? Odgórnie? Oddzielnych zajęć Ci raczej nie stworzą, ale może to być częścią godziny wychowawczej, na przykład albo wuefu – wszystko zależy od dobrej woli nauczyciela. Można by stworzyć program dla szkół i próbować organizować konferencje/szkolenia dla nauczycieli w tym zakresie i starać się zainteresować dyrekcję takim programem (szczególnie, jeśli zachowanie w danej szkole wymyka się spod kontroli i szkole już brakuje pomysłów na rozwiązanie problemu). Jeśli nikt się otwarcie nie sprzeciwia, to warto zaszczepiać takie zainteresowania. Potem rośnie pokolenie ludzi obrażonych na świat, niecierepliwych, z niewytłumaczalnymi chronicznymi bólami, bez kontaktu ze sobą. Im wcześniej się zacznie, tym mniej jest potem do odkręcania, prawda?

Skomentuj ...

*